Witryny zaprzyjaźnione















Polecane strony

Gniazdo Sępów

Darek Kocurek

Andrzej Pilipiuk

Robert Cichowlas

Kazek Kyrcz

Cafe Mrok

Paradoks

Gildia

Jan Siwmir

Arena Horror










Dwie dychy na gwiazdkę

Dwie dychy na gwiazdkę




Dworzec kolejowy w Rzeszowie przygotowywał się do Pasterki, tyle że akurat tutaj nie było jej komu odprawić. Wszyscy księża, którzy mieli za chwilę rozpocząć nabożeństwo, właśnie przywdziewali liturgiczne szaty. Poza tym, niby dla kogo miałaby być taka dworcowa msza?

Oprócz mnie w budynku znajdowało się ledwie kilka osób. Najbardziej rzucał się w oczy „Zyga”, który uwalony w trupa spał niedaleko kas biletowych i było mu wszystko jedno, czy za chwilę narodzi się mały Jezusek. Jakiś młody chłopak nerwowo spacerował w kółko po poczekalni, od czasu do czasu wychodząc na zewnątrz, by za chwilę na ubraniu i butach nanieść do środka nową porcję świeżego puchu. Pewnie czekał na kogoś, kto miał po niego przyjechać z jednej z okolicznych wiosek. Biorąc pod uwagę śnieżycę, która nagle spadła na Podkarpacie, mógł chyba czekać do rana. Biedaczek.

Była jeszcze dwójka Ukraińców i ja.

Najważniejsze, że było mi ciepło. Schowałem buty do torby i przykryłem się grubym płaszczem, podkulając nogi i szczelnie otulając je miękką, przytulną tkaniną. Nieczęsto zdarzało się, że miałem dla siebie całą ławkę.

Płócienny worek z ubraniami podłożyłem pod głowę i usadowiłem się wygodnie na twardym legowisku. Wiedziałem, że wreszcie się porządnie wyśpię. Ani policja, ani straż miejska nie przegoniłaby nikogo z dworca w Taką Noc, a „Czysty” z kumplami nie pojawiał się od ładnych kilku dni.

Zapadłem w sen.

- Mogę usiąść koło pana?

Trudno mi było uwierzyć własnym uszom. Jakim człowiekiem trzeba być, żeby w środku wigilijnej nocy budzić bezdomnego, zatopionego w słodkim śnie? Postanowiłem udawać, że nie słyszę, lecz na niewiele się to zdało. Energiczne szarpanie nie pozostawiło co do tego żadnych wątpliwości.

Otworzyłem oczy i obrzuciłem dziewczynę najbardziej wrogim spojrzeniem, jakie udało mi się wykrzesać z zaspanych oczu. Miałem nadzieję, że zrozumie nietakt i pójdzie do jednej z wielu pustych ławek. Nic z tego.

- Czy może się pan trochę przesunąć?

Wiedziała już, że się obudziłem. Zacząłem więc udawać głuchoniemego, żywo gestykulując wokół uszu i ust, ona jednak tylko się uśmiechnęła.

- Nie wygłupiaj się. Przecież wiem, że mnie słyszysz.

Usiadłem, starając się przygładzić nieco potargane włosy i rozglądając się za jakimś bardziej spokojnym miejscem. Gdy zacząłem wkładać buty, powiedziała:

- Nie odchodź, proszę. Chciałabym, żebyś mi pomógł.

Spojrzałem na nią tak, jakby właśnie się urwała z choinki, może nawet tej oświetlonej, stojącej przed dworcem. Miałem już coś na końcu języka, gdy przypomniałem sobie o swoim udawanym kalectwie. Narysowałem tylko kółko na czole i wstałem, biorąc pod pachę swoje rzeczy.

- Widzisz? Mówiłam, że mnie słyszysz!

Uśmiechnęła się i ja mimowolnie odpowiedziałem tym samym. Głuchego już nie mogłem udawać, ale wciąż mogłem zgrywać niemowę.

- Jeśli mi pomożesz, dostaniesz dwie dychy,

Zastanowiłem się stojąc bez ruchu. Jak na rok dwutysięczny, była to kwota nie do pogardzenia. Mogłem za nią mieć paczkę fajek, małpkę czystej, a i może jeszcze wystarczyłoby na coś ciepłego do jedzenia.

Zauważyła, że się waham.

- To nic trudnego, chcę tylko, żebyś poszedł ze mną w jedno miejsce…

Spojrzałem na zewnątrz. Za przeszkloną ścianą wiatr z ogromną prędkością przeganiał tumany śniegu z jednego końca placu dworcowego na drugi. Gdy pomyślałem, że miałbym opuścić ciepłe pomieszczenie, przebiegł mnie dreszcz.

Pokręciłem głową, odwróciłem się do niej plecami i ruszyłem w stronę pustej ławki.

- Dwie dychy i na zawsze spokój z „Czystym”.

Zatrzymałem się w pół kroku. Już mnie miała.

Jako były oficer dochodzeniówki, nigdy nie miałem łatwego życia w miejscach takich, jak to. W końcu jednak się przyzwyczaili, poza jednym sukinsynem, którego dawno temu przymknąłem za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Nigdy nie marnował okazji, aby mnie wyrzucić z dworca i przy okazji zdrowo poturbować. Może i nie dałbym się mu tak łatwo, gdyby nie trzech jego nieodłącznych koleżków. Mówili na niego „Czysty”

Spojrzałem na dziewczynę. Nie była ani ładna, ani brzydka. Brunetka, może nieco po dwudziestce. Zdziwiło mnie to, że nie miała na sobie ani płatka śniegu – jej czerwona kurtka była zupełnie sucha. Cóż, być może obserwowała mnie już wcześniej z ukrycia, tylko ja nie zdołałem jej dostrzec.

Popatrzyłem na dworcowy zegar. Było w pół do pierwszej. „Zyga” przekręcił się z boku na bok i znów zaczął pochrapywać, po młodego chyba jednak ktoś przyjechał, bo już go nie było, a dwójka wschodnich sąsiadów spokojnie spała obok siebie.

Dziewczyna w czerwonej kurtce przyglądała mi się wyczekująco.

- Proszę…

Jej prośby na nic by się zdały, gdyby nie wspomniała o „Czystym”. Nie miałem pojęcia, jak może mi pomóc w tej kwestii, ale uznałem, że w najgorszym wypadku zostaną mi dwie dychy.

Zdecydowałem, że przystanę na jej propozycję. Spojrzałem w kierunku ławki, na której przed chwilą siedziała, lecz nie zobaczyłem nikogo. Brunetka stała przy drzwiach, uśmiechając się zachęcająco.

Zasznurowałem buty, dokładnie zapiąłem płaszcz i ruszyłem w kierunku wyjścia.

*

(ciąg dalszy w „LŚNIENIU”).